- Krzysztof PILARZ
- Matko PERDIJIĆ
- Ariel JAKUBOWSKI
- Rafał GRODZICKI
- Maciej SADLOK
- Piotr KIERUZEL
- Piotr STAWARCZYK
- Grzegorz BARAN
- Michał PULKOWSKI
- Gabor STRAKA
- Michał BRZOZOWSKI
- Damian ŚWIERBLEWSKI
- Wojciech GRZYB
- Łukasz JANOSZKA
- Marcin ZAJĄC
- Bartosz FLIS
- Arkadiusz PIECH
- Artur SOBIECH
W ostatnim meczu w ekstraklasie w sezonie 2009/10 „Niebiescy” zmierzą się z Koroną w Kielcach. Zwycięstwo chorzowian, bez względu na wynik pozostałych meczów, zapewni trzecie miejsce w tabeli i udział w europejskich pucharach.
Niebiescy zepchnęli warszawski z zespół z trzeciego miejsca w lidze, które premiuje grą w europejskich pucharach.
Mimo wszystko Legia powinna trzymać kciuki za śląską drużynę. Ruch to ostatni zespół z czołówki, który wciąż ma szansę na Puchar Polski. Jeżeli zdobędzie trofeum to jednocześnie da przepustkę na europejskie boiska czwartej obecnie Legii.
Stefan Białas, trener stołecznej drużyny aż tak daleko w przyszłość nie wybiega. – Dziś zeszliśmy z boiska pokonani, ale broni nie składamy. Do zdobycia pozostało jeszcze dziewięć punktów. Postaramy się wygrać wszystkie mecze do końca sezonu – podkreślał po sobotnim meczu.
W najbliższej kolejce Legia zagra z Wisłą, ale przed Ruchem też trudne mecze – m.in. z Jagiellonią i Lechem. – Dobijamy do czołówki, ale na pewno nie jesteśmy tej klasy zespołem, żeby przesądzać, że gramy o podium czy mistrzostwo. Niech inni nas chwalą. Mówią, że zasługujemy na europejskie puchary. My po prostu staramy się dobrze grać w piłkę. Oby tak dalej – mówił Andrzej Niedzielan, który po prawie dwóch miesiącach przerwy wrócił na boisko. 31-letni napastnik pauzował z powodu złamania kości twarzy. Na razie gra w specjalnej masce.
Tym razem Niedzielana wyręczył Arkadiusz Piech, który w meczu z Legią strzelił pierwszego ligowego gola na Cichej. – Wreszcie się przełamałem! Legia też nam zagrażała. Mieli nawet kilka setek – przypominał napastnik.
- Krzysiek Pilarz był niesamowity! Wybronił nieprawdopodobne okazje – chwalił Tomasz Jarzębowski, pomocnik Legii.
Na razie bliżej piłkarskiej Europy jest Ruch. Światowo było na Cichej już w sobotę. Klub poinformował, że mecz oglądali przedstawiciele Austrii Wiedeń, Sampdori Genua, Chievo Werona, Fulham Londyn, West Bromwich Albion, Borussii Monchengladbach i 1. FC Koeln.
Ruch Chorzów – Legia Warszawa 1:0 (0:0)
Bramka: 1:0 Piech (46. z podania Grzyba)
Ruch: Pilarz – Nykiel, Stawarczyk, Sadlok, Jakubowski – Grzyb (74. Świerblewski), Baran, Straka, Pulkowski, Janoszka (85. Niedzielan) – Piech (60. Sobiech).
Legia: Mucha – Szala, Astiz, Choto (43. Kumbev Ż), Wawrzyniak – Radović (62. Szałachowski), Jarzębowski (62. Rybus), Iwański, Kiełbowicz – Mięciel, Grzelak.
Sędziował: Tomasz Mikulski (Lublin). Widzów: 9500.
Ruch pokonał w Chorzowie Legię 1:0. Warszawiacy na tydzień przed meczem z Wisłą mogli skrócić dystans do lidera do trzech punktów, ale przez porażkę zajmuje czwarte miejsce w lidze.
W walce o puchary liczy się Wisła i mające o cztery punkty mniej od niej Lech i Ruch. Legia w Chorzowie zagrała słabo. Do przerwy oddała tylko jeden strzał na bramkę rywali. Znó traciła piłki przez niedokładne podania przy kontrataku. Pomysłem gości było wrzucanie piłki do napastników, którzy jednak rzadko te podania przejmowali.
Ruch zagrał z ambicją i już w pierwszej połowie mógł prowadzić. Znów jednak świetny mecz zagrał bramkarz Legii Jan Much, który kilka razy bronił w sytuacji sam na sam. Bez szans był tylko raz. W 46. minucie po dośrodkowaniu Michała Pulkowskiego Arkadiusz Piech wyprzedził Wojciecha Szalę i wpakował piłkę głową do siatki.
Potem goście bili głową w mur. Obrazu gry nie odmienili wprowadzeni na boisko Sebastian Szałachowski i Maciej Rybus, bezradny pod bramką był Bartłomiej Grzelak. W ostatnich minutach pod pole karne Ruchu pobiegł nawet bramkarz Legii, ale gospodarze utrzymali
Trener Waldemar Fornalik ogłosił kadrę na mecz z Lechią Gdańsk. Zabrakło w niej dwóch czołowych zawodników. Na dzisiejszym treningu kostkę skręcił Marcin Zając, co uniemożliwi mu występ w niedzielnym spotkaniu.
Piotr Mandrysz (trener Pogoni):
- Przed dwumeczem faworytem był zespół Ruchu i myślę, że w dalszym ciągu nim jest. Zremisowaliśmy bramkowo, co na pewno jest wynikiem lepszym niż 0:0. Przyjechaliśmy tutaj z nastawienie, by spróbować strzelić bramkę. Bardzo się cieszymy, że udało się ją zdobyć i w dalszym ciągu jesteśmy w grze. Może nie byliśmy zespołem posiadającym inicjatywę. Często ostatnio bywało, że to my dyktowaliśmy warunki, a przeciwnik karcił nas srogo. Dzisiaj przyjęliśmy wariant gry z kontry, co było skutecznym rozwiązaniem na drużynę Ruchu, którego bardzo cenię. Doceniam pracę Waldka, ale wiemy, że polskie zespoły w ataku pozycyjnym – może z wyjątkiem Lecha czy Wisły Kraków – męczą się. Okazało się, że przyjęty sposób grania wystarczył do osiągnięcia cennego remisu. Wiadomo, że w półfinale gra się dwa spotkania. Rewanżowe zagramy na własnym stadionie, ale mimo, iż osiągnęliśmy korzystny wynik, czeka nas ciężka przeprawa, aby zakwalifikować się do finału. Myślę, że swoją postawą wstydu naszym kibicom nie przynieśliśmy.
Waldemar Fornalik (trener Ruchu):
- Ten mecz powinien być tak rozstrzygnięty, żebyśmy ze spokojem jechali na rewanż. Pomimo tego, że polskie zespoły męczą się w ataku pozycyjnym, to jednak potrafiliśmy stworzyć trzy, cztery sytuacje, po których bramki niewątpliwie muszą paść. Tak się nie stało, ale jest to piękno piłki. Szkoda, że występujemy po tej drugiej stronie i dla nas to piękno nie jest aż takie przyjemne. Ktoś powiedział, że suma szczęścia w tym wszystkim równa się zeru. Jak tak ma być, to może w Szczecinie nam to odda i tam uda nam się przejść dalej. Nie wiem, czy zgodzić się z Piotrkiem, że to my nadal jesteśmy faworytem. Ten wynik zmienia diametralnie to, co będzie się działo w Szczecinie, bo nawet wygrywając 1:0, Pogoń musiałaby się starać zaatakować. Mają 1:1 i znowu prawdopodobnie będzie grała z kontrataku. My nie załamujemy rąk, bo gorzej by było, gdybyśmy w tym meczu nie doprowadzili do tych sytuacji. Gdyby ich nie było, to byłby powód do zastanowienia. Natomiast teraz jest powód do przemyśleń, dlaczego tych okazji nie wykorzystujemy. Jak policzymy sytuacje ze Śląskiem i dzisiaj, to naprawdę ich było sporo. Nasza sytuacja pogorszyła się po pierwszym meczu, ale nie jest beznadziejna.
Marcin Zając w meczu z Pogonią Szczecin musiał przedwcześnie opuścić boisko. W 23. minucie spotkania został ostro sfaulowany przez prawego obrońcę “Portowców”, Marcina Woźniaka.
Sędzia Piotr Siedlecki ukarał zawodnika gości żółtą kartką, a “Kicaj” z grymasem bólu na twarzy kilkadziesiąt sekund później zszedł z placu gry w asyście lekarzy. W jego miejsce na boisku pojawił się 24-letni Arkadiusz Piech.
Nie wiadomo, na ile poważny jest ten uraz, oraz czy Zając będzie mógł wystąpić w najbliższym meczu z Odrą Wodzisław Śląski. – Marcin ma problem ze stawem skokowym, który nie pozwolił mu na kontynuowanie gry. Wkrótce będziemy wiedzieli, czy jest to skręcenie czy tylko stłuczenie – powiedział trener “Niebieskich”, Waldemar Fornalik.
Maciej Sadlok (obrońca Ruchu):
- Czujemy niedosyt, zwłaszcza że stwarzaliśmy sobie sytuacje podbramkowe. Nie ułożył się na ten mecz, tak jak myśleliśmy. Jest to dla nas przestroga, że nie jest wcale tak łatwo. Wiedzieliśmy o tym i naprawdę się staraliśmy, ale w piłce nie zawsze wszystko wychodzi. Zaangażowanie było takie, jak w każdym spotkaniu, bo do wszystkich podchodzimy tak samo. Bramka Pogoni była trochę oblężona, ale za dużo do niej nie wpadło. Trudno, trzeba myśleć o rewanżu, w którym musimy zrobić wszystko, żeby awansować, bo taki jest nasz cel. Musimy otwarcie przyznać, że w rewanżu zdecydowanie lepszą sytuację będzie mieć Pogoń. (neo, may)
Rafał Grodzicki (obrońca Ruchu):
- Pogoń grała dzisiaj bardzo dobrze w obronie. Bronili się praktycznie całą jedenastką. Ciężko było cokolwiek strzelić. Mieliśmy mnóstwo sytuacji, które nie potrafiliśmy wykorzystać. Rywale w zasadzie mieli tylko dwie sytuacje, z czego strzelili jedną bramkę. Bohaterem meczu jest bramkarz Pogoni, bo wyciągnął wiele nieprawdopodobnych strzałów. Szkoda, bo czeka nas w Szczecinie ciężki mecz. (rob)
Łukasz Janoszka (pomocnik Ruchu):
- Z każdą minutą się rozkręcaliśmy i szkoda tylu zmarnowanych sytuacji. Gdybyśmy część z nich wykorzystali, to odbiór meczu byłby zupełnie inny, a tak… W Szczecinie będzie ciężko, ale 1:1 nie jest też najgorszym rezultatem i nie stawia nas w złym położeniu. (may)
Artur Sobiech (napastnik Ruchu):
- Nie możemy sobie na własnym terenie dać strzelić gola. Musimy też wykorzystywać sytuacje podbramkowe, bo mieliśmy ich w dwóch meczach mnóstwo. Myślę, że w kolejnym spotkaniu będziemy skuteczniejsi, a w Szczecinie na pewno zagramy va banque. (rob)
Piotr Petasz (obrońca Pogoni):
- Myślę, że możemy być szczęśliwi z tego remisu. Udało nam się go wywalczyć na ciężkim terenie. Ruch zajmuje przecież trzecie miejsce w tabeli, jest bardzo dobrą drużyną. Strzeliliśmy gola prawidłowo, natomiast mamy trochę wątpliwości do bramki strzelonej przez Ruch, bo chyba padła ze spalonego.
Kibice starali mi się przeszkadzać w grze, ale nie zważałem na to uwagi. Zająłem się grą, a nie tym, co krzyczą. (rob)
Maciej Mysiak (obrońca Pogoni):
- Ruch miał o wiele więcej sytuacji niż my, ale my mieliśmy w bramce fantastycznego Radka Janukiewicza. Ugraliśmy dobry wynik i będziemy walczyć w rewanżu, ale najpierw musimy poprawić sytuację w lidze, bo tam idzie nam kiepsko. (may)
Marcin Bojarski (pomocnik Pogoni):
- Nie powiedziałbym, że jesteśmy faworytem przed rewanżem. Gramy z klasowym i doświadczonym zespołem, który był już kilka razy w finale Pucharu Polski. Spodziewamy się ciężkiego meczu. Oglądam Ruch w Ekstraklasie i naprawdę prezentuje się on bardzo dobrze. Mieli cztery sytuacje stuprocentowe. Nasz bramkarz spisał się świetnie. My też spróbowaliśmy zaatakować. Mieliśmy sytuacje, po których mogliśmy zdobyć gola. Sprawa awansu jest otwarta. Ruch ma w swoich szeregach kilku ciekawych zawodników, dlatego czeka nas ciężka walka. Można się u nas spodziewać kompletu publiczności, myślę, że 15-16 tysięcy kibiców. Mecz będzie bardzo atrakcyjny.
Ruch był faworytem półfinałowego spotkania z Pogonią Szczecin. I gdyby wykorzystał przynajmniej połowę sytuacji strzeleckich, które stworzył w dzisiejszym meczu, sprawa awansu rozstrzygnęłaby się przy Cichej. A tak „Niebiescy” o finał będą musieli walczyć w Szczecinie i żeby zagrać w Bydgoszczy będą musieli strzelić co najmniej jednego gola!
Trener desygnował na boisko najsilniejszy skład. W pierwszej połowie Ruch nie potrafił jednak skutecznie zagrozić Pogoni, gdyż w bramce dobrze bronił Radosław Janukiewicz. Znakomite sytuacje mieli Arkadiusz Piech, Michał Pulkowski i Artur Sobiech. Sytuacja zmieniła się w drugiej połowie. „Niebiescy” rozpoczęli szturm na bramkę gości, w 49 minucie ładną asystą popisał się Wojciech Grzyb, który podał do Sobiecha, a ten nie miał problemów ze strzeleniem bramki.
Kolejne minuty to nieustanne ataki chorzowskiej drużyny, ale znakomite sytuacje marnowali Piech, Łukasz Janoszka i Rafał Grodzicki. Gdy wydawało się, że druga bramka dla gospodarzy jest tylko kwestą czasu niespodziewany strzał oddał Maciej Mysiak, piłka odbiła się od poprzeczki i spadła za linię bramkową.
– To najładniejszy gol w mojej karierze – przyznał strzelec wyrównującej bramki.
Sprawa awansu pozostaje więc nierozstrzygnięta. Jeżeli w Szczecinie „Niebiescy” zagrają z takim samym zaangażowaniem i tym razem wykorzystają sytuacje strzeleckie finał będzie należał do Chorzowa!
Ruch Chorzów – Pogoń Szczecin 1:1 (0:0)
Bramki: Sobiech (49) – Mysiak (84).
Sędziował: Piotr Siedlecki (Warszawa). Widzów: 4 500. Żółte kartki: Woźniak, Hrymowicz, Koman.
Ruch: Perdijić – Nykiel, Grodzicki, Stawarczyk, Sadlok – Grzyb, Baran, Pulkowski, Janoszka (76. Świerblewski) – Zając (28. Piech, 85. Goncerz), Sobiech.
Pogoń: Janukiewicz – Nowak, Hrymowicz, Jarun, Woźniak – Pietruszka, Mysiak, Koman, Bojarski (88. Parzy), Petasz – Moskalewicz (90. Lebedyński).